06.2011 Bazyl ma łapki popalone żrącą substancją..
Bazyl żył sobie spokojnie na jednym z warszawskich podwórek. Nie miał może własnego domu, ale był karmiony, ktoś o nim myslał i się o niego troszczył. Niestety,przytrafiło mu się wielkie, kocie nieszczęście. Czy zdażyło się to przypadkowo, czy też "pomógł" mu jakiś podły czlowiek - nie dowiemy się już nigdy. Najważniejszę, że stało się - Bazylek poparzył sobie łapk i- prawdopodobnie jakąś żrącą substancją. Dwie lecznice odmówiły leczenia go-podobno jest nierokujacy.
My nie poddamy się tak łatwo. Bazyl ma zrobione już badania krwi-nie ma Fiv-a, białaczki, resztę badań też ma w normie. Leczenie stópek nie będzie ani tanie, ani szybkie, ale chcemy dać mu szansę.
Kilka zdjęć biedaka:
12.2011
Bazyl nie żyje. Wygląda na to, że otworzyła mu się rana od wewnątrz, czego nie mogliśmy zauważyć. W wyniku choroby dostał ataku padaczki i na naszych oczach, rękach zmarł nad ranem.